Wegetarianie – oszukiwanie?

Już jako dziecko nie lubiłam mięsa. Wtedy jednak panowało przekonanie, że bez mięsa nie da się żyć:) więc rodzice wmuszali we mnie kotlety, gulasze zrazy i inne… Z wiekiem mięso jadałam coraz rzadziej, aż w końcu latem 2012 przestałam je jeść. Przyznaję, że od tego czasu, kilka razy zdarzyło mi się „skusić” na jakiś mały kawałeczek kurczaka czy wędliny (np. raz w ciągu roku) i… zawsze żałowałam, bo bardzo źle się czułam po zjedzeniu mięsa. Zatem… never – ever! Nigdy więcej!

Więc tak… nie lubię mięsa i go nie jem – nie ze względów ideologicznych (choć pewnie też trochę), tylko po prostu smakowych czy zdrowotnych. Dlatego ze zdziwieniem obserwuję różnych „zaangażowanych” wegetarian czy wegan, którzy… no właśnie, co? Którzy mają potrzebę, by sami siebie oszukiwać.

Co mam na myśli? Wszystkie te pseudo produkty: gulasz czy kotlety – z soi, parówki, wędlina, pasztet – z tofu, sernik z kaszy lub tofu albo jeszcze innego dziwadła, mleko? Kokosowe, sojowe, owsiane… ser z oleju kokosowego i białka ryżowego… Śmieszne! – produkty oryginalnie uznawane za „zwierzęce” (mięso, nabiał) produkowane są z zupełnie czegoś innego, a „udają” właśnie produkty mięsne czy mleczne.

sojowe "mięso"
sojowe „mięso”

Na stronie jednego ze sklepów http://www.evergreen.pl/ możemy przeczytać naprawdę zachęcający opis:

„Ser wegański o smaku cheddaru. Ma wspaniałą konsystencję (jest elastyczny), zapach i smak do złudzenia przypominający zwykły żółty polski ser 🙂 Na kanapce, w towarzystwie pomidora po prostu powala na kolana 🙂 Żeby było tego mało nie zawiera soi, glutenu i oleju palmowego!

Składniki: woda, olej kokosowy (23%), skrobia modyfikowana, skrobia, sól morska, wegański aromat cheddar, polifenole, barwniki: ekstrakt z papryki, b-karoten.”

No dobrze, ale dlaczego „ser” i dlaczego „o smaku”? I czy ta list składników brzmi Wam apetycznie? Skoro nie jem nabiału czy mięsa, to czemu daję sobie jakieś substytuty udające ser czy kotleta? A może odwróćmy sytuację? Może ludzie preferujący dietę mięsną, zaczną z mięsa robić dania czy produkty oryginalnie produkowane z owoców czy warzyw? Na przykład dżem z wątróbki, sałatkę „jarzynową” z boczku, kisiel kurczakowy?

Przyznaję, że w swojej „wegetariańskiej” karierze jadłam kilka razy kotlety sojowe, sernik z tofu i inne tego typu rzeczy. Może to i dobre, ale przecież te „kotlety”, nie są kotletami, a „sernik” nie jest sernikiem, bo nie powstał z sera.

Moim zdaniem, skoro decydujemy się na określoną dietę, to róbmy to z pełnym przekonaniem. Powinniśmy się także dobrze czuć jedząc te, a nie inne potrawy. Osobiście nie jem mięsa, ale uwielbiam sery i od czasu do czasu zdarza mi się także zjeść jajko (choćby w śladowych ilościach jako składnik ciasta). Weganizm wydaje mi się dietą ekstremalną, ponieważ wymaga poszukiwania zamienników dla nazbyt wielu produktów. Tym samym dieta ta nie może być stosowana w normalnych warunkach.

Nie oceniam tego, czy ktoś je mięso czy nie je. Natomiast dziwi mnie stosowanie nazw dań mięsnych czy mlecznych dla zupełnie innych potraw. Czy „sernik” z tofu nie może być po prostu plackiem z tofu, a czy mleko roślinne nie może być po prostu napojem – ryżowym czy kokosowym?

Nie oszukujmy się i nazywajmy rzeczy po imieniu:)

(fot. freeimages.com)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked