Najgorsze bywa najlepsze, czyli o więziennym chlebie

czarny chleb

Moja mama dzieciństwo spędziła w malowniczo położonym miasteczku Pińczów na Ponidziu. Wspomina, że gdy była mała, jeden z sąsiadów pracował w piekarni, która wypiekał pieczywo dla osadzonych w miejscowym więzieniu. Mama wspomina, że był to czarny chleb i… najlepszy, jaki jadła w życiu! Hm… najlepszy chleb był dla więźniów?

Długo zachowywał świeżość, a dostawaliśmy go dlatego, ponieważ i sąsiad i my  bardzo lubiliśmy to pieczywo. Ten chleb smakował nam lepiej niż tort!

Osadzeni dostawali coś tak dobrego?

To ciekawe, jak zmienia się nasze myślenie. Dawno temu ludzie jedli proste i naturalne produkty – owoce, warzywa, ziemniaki, kasze, grzyby, leśne owoce i – rzadko – mięso. Później nauczyliśmy się „poprawiać” jedzenie, na przykład oczyszczać (zboża) czy dodawać chemiczne składniki. Jak czytamy w powieściach choćby z przed 100 lat, białe bułeczki i biały chleb były rarytasem dostępnym tylko dla ludzi bogatych, nie mówiąc już o ciastkach czy czekoladkach zarezerwowanych na specjalne okazje.

Pyszne a jałowe

wafle
Pyszności…?

Obecnie nasze białe pieczywo jest sztucznie „nadmuchane” i ma znikomą wartość odżywczą, a raczej tylko wartość kaloryczną. Podobnie z innymi produktami. Wafelki, kremy czy galaretki „o smaku” – jakże smaczne i jakże delikatne, ale bez prawdziwej wartości. Serki z aromatami i spulchniaczami, wędliny wyprodukowane z wody i żelatyny. Wszystko to jest niedrogie i łatwo dostępne, ale nam nie służy…

Najlepsza prostota

Za daleko poszliśmy w ulepszaniu i teraz wracamy pędem do tej prostej i biednej kuchni. Ot, prawdziwy chleb, zupa jarzynowa, prawdziwe masło, biały ser. Dobre i proste smaki.

(fot. tofufortwo.net, flickr.com)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked